SZKLANKA

W powietrzu czuć lato. Ptaki świergolą tak głośno, jakby chciały zagłuszyć dobiegający z każdej strony wsi śmiech bawiących się dzieci. Wiatr delikatnie trąca zielone gałązki wierzby i puszyste łepki dmuchawców. Wreszcie czuć zapachy skoszonej trawy i podlanej ziemi, za którymi tyle miesięcy tęskniłam.

Zatrzymuję się na chwilę. Razem ze mną staje czas. Stoję boso na trawie, ubrana w letnią sukienkę i mrużę oczy patrząc pod zachodzące powoli za las słońce. Na chwilę zapominam o brudnych stopach, czole zroszonym potem i ziemi pod paznokciami. Zapominam o bólu pleców spowodowanym: primo- wczorajszym prasowaniem do godziny 23, secundo- nocą spędzoną w jednym łóżku z trzylatką, tertio-  kolejnym dniem pracy w ogrodzie.

20170513_164422

Stoję, patrzę i chłonę. Choć jestem nieziemsko zmęczona, paradoksalnie czuję się silna, spełniona, spokojna, szczęśliwa. Śmialiście się kiedyś na głos ze wzruszenia? Ja dziś. Patrzę na dwie małe zdrowe istotki bawiące się razem na trawie i wiem, że właśnie tak miało być. Tak w marzeniach wizualizowałam słowa DOM, RODZINA. On, ja i dwie dziewczynki biegające po zielonym ogrodzie.

Maja odgarnia rączką niesforne włosy, i najsłodziej jak tylko może trzylatka nadyma policzki i dmucha, a Andzia popiskuje radośnie na widok każdej nowej porcji baniek. Siedzą tak sobie jakby tu były od zawsze… zupełnie nieświadome tego, że są wszystkim czego kiedykolwiek pragnęłam. Za chwilę z prędkością światła obie są na zjeżdżalni. Nawet ta nasza 16 miesięczna Andzia co chodzić w poziomie na trawce nie raczy, za to sama wchodzi po pionowej drabince na zjeżdżalnię, zjeżdżając jak gdyby nic głową w dół i śmiejąc się przy tym tak, że zamiast strachu i panicznego „o mój boże!”, ja śmieję się szczerze razem z nią.

Czasami krótkie kadry, ulotne chwile są istotą wszystkiego. Esencją tego co ważne. Zapłatą za każdą kroplę potu i zmęczenia… Zamieniliśmy kawałek pola na swoje miejsce na ziemi. Miejsce w którym, dwie małe dziewczynki tworzą wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. Mam wszystko o czym marzyłam. Łzy niewysłowionego szczęścia przełykam, pod okularami chowam. Mam ochotę wrzeszczeć z sił całych DZIĘKUUJĘ!!!!!!!!  KOCHAM ŻYĆ!!!!!!!!

Ostatnio w pośpiechu gubię dni. W zmęczeniu, zniecierpliwieniu, zapracowaniu, odhaczam kolejne tygodnie. Jak robot wykonuję niekończącą się listę spraw i obowiązków. Zawieź, zapłać, obudź, uszykuj, spakuj, wydrukuj, przypomnij, dojedź, naucz, zapisz, oddzwoń, naładuj, zamów, ugotuj, powieś, wyprasuj, kup, podlej, odpisz, wyczyść, poczytaj, podmuchaj, pocałuj, wytłumacz, pociesz, noś, przebierz, nakarm, wykąp, uśpij, posprzątaj, padnij, płacz. Rozważałam zamknięcie bloga…. Brak czasu i sił. Czasami obiad lub zwykłe prasowanie urastają do rangi największego problemu na świecie i przytłaczają tak, że znikam i beczę.

Dziś znów przypomniałam sobie, że łzy radości smakują o niebo lepiej. Dzięki moim córeczkom szklanka, jest ZAWSZE DO POŁOWY PEŁNA.

20170517_184022

20170517_183606

20170517_183734

20170517_183708-1

20170517_183736

 A jaka jest Twoja szklanka?

18 Comments

  1. Moja szklanka? mh myśląc racjonalnie jest do połowy pełna bo mam mnóstwo powodów do radości (dziś nawet myślałam o Tobie że chyba Ci zazdroszczę ale właściwie czego przecież patrzę w to samo niebo co ty mam tak samo wspaniałym rodzinę co ty- mam nadzieję że zrozumiesz o co mi chodzi) ale ja chyba już taka jestem nie umiem cieszyć się w stu procentach bo co jeśli kiedyś przyjdzie mi zapłacić za to szczęście albo ktoś mi je odbierze wiesz taki typ panikary ale pracuję nad tym.
    Pozdrawiam.

    • Mam tak samo, boje sie cieszyć na 100% bo co jesli zaraz cos sie zepsuje, cos łupnie, czy mozna tak po prostu, bezkarnie byc szczęśliwym nie spodziewając sie jakiegoś nieszczęścia? Czasem myśle ze sama wywołuje te zle chwile. To tak jak bym cały czas była spięta i bała sie wyluzować, odpuścić. Niby wszystko mam ale kiedy zaczynam sie śmiać to zaraz myśle zeby nie smiac sie za głośno bo zapesze.

      • Hmmyyy to i ja się dopiszę do Was dziewczyny. Też mam coś takiego, że boję się przyznać sama przed sobą, że jest super i że w sumie nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba. Taka obawa, że w tedy jakby od zaklęcia wszystko pryśnie, że okaże się tylko snem. To trochę tak jak z tym żeby głośno nie mówić, że dziecko już dawno chore nie było, a następnego ranka ma gile po pachy (u mnie to akurat się sprawdza w 99% 😉 Casami aż zła jestem na siebie z tego powodu, myślę sobie „czego ty kobieto chcesz? Weź nie kracz.” Ale to nie tak, że nie doceniam tego co mam, że oczekuję Bóg wie czego ale po prostu boję się stracić to co jest tu i teraz. Wiec ciężko powiedzieć jak jest z tą moją szklanką przez ta moją „paranoje”.
        P.S. Aga chociażbyś miała pisać raz na miesiąc, raz na dwa albo i rzadziej to nie zamykaj bloga. Plissss 😉

        • Monika Natalia i Evita. Ja też mam takie dni i takie myśli. I jestem z natury pesymistką. Zawsze sie o wszystko martwię. Pisze najczarniejsze scenariusze. Wymyslam mnostwo punktów tego co moze nie wypalic i zamartwiam sie na zapas. Tak mam. I chyba juz tego nie zmienię. Ale jednoczesnie strasznie doceniam to co mam i ciesze sie tym co jest. Umiem docenic te dobre chwile. I czerpac z nich sile. Czego życzę i Wam :*

    • A myslalam ze tylko ja tak mam i ze z moja psychika cos nie tak. Tylko ze w ten sposob ucieka mi zycie przez palce.

  2. Dokladnie to samo mogłabym napisać! Pomimo, ze zawsze marzyłam o dużej rodzinie a mamy tylko jedna córę, pomimo tego ze zawsze chciałam dom z bali a mamy małe mieszkanie, to czuje sie maksymalnie spełniona. Wiem ze wszystko, o czym jeszcze marzę to tylko dodatki. Najważniejsze jest to, ze mamy Rodzinę, której możemy zapewnić kawałek podłogi. Moja szklanka jest całkowicie pełna!:-)

    • Granda – mysle ze to kwestia Twojego (i mojego) nastawienia. Nie wazne ile mamy. Wazne ze kochamy to co mamy. Czasami ludzie mniej zamożni potrafia bardziej ciezyc sie z zycia niz bogacze ktorym ciagle mało i mało. pozdrawiam ciepło

  3. To jest chyba najważniejsze, umieć docenić co się ma, nawet mimo chwilowego zmęczenia czy braku sił!
    A tak z innej mańki, to od kiedy mam suszarkę do ubrań, mam o połowę mniej prasowania. Wyciągam na ciepło, składam i do szafy:)) Polecam bardzo!

    • Aguś, ja się na suszarkę nigdy nie skuszę, bo mam świra na punkcie prania i uwielbiam je wieszać i ten zapach jak sie suszy.. a z prasowaniem i tak sobie jakoś ułatwiam bo już przestałam prasować nasze domowe ubrania typu piżamki body dziewczynek, moje tshirty lub dresy 🙂

  4. dla mnie zakup suszarki okazał się niewypałem. Ubrania muszą suszyć się po kilka godzin i jak dla mnie śmierdzą. Uwielbiam zapach ubrań suszonych na słońcu i wypłukanych wcześniej w delikatnym płynie.

      • dziewczyny a dla mnie mega ułatwieniem od lutego (od kiedy wrociłam do pracy) jest i robot roomba. polecam z reka nasercu u nas sie sprawdza idealnie. nie wiem jak zylam bez niego wczesniej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *