operacja przepukliny pachwinowej u dziecka

Witam Was wszystkich. O blogu pamiętam tyko dlatego, że czasami któraś z Was napisze z pytaniem czy żyjemy, co u nas i jak Maja po operacji. Żyjemy. U nas ostatnio dzieje się sporo, o czym spróbuję za jakiś czas napisać. A jak Maja po operacji? Miałam zrobić wpis na ten temat kilka tygodni temu. Teraz chciało by się zapytać PO JAKIEJ OPERACJI? Czy Maja miała w ogóle jakąś operację?

Ale wiem, że są osoby (takie jak ja półtora miesiąca wcześniej) których dziecko ma przepuklinę i chcą wiedzieć na ten temat cokolwiek więcej niż NIC. Nie wiem, jak wygląda to u innych małych pacjentów, pewnie wszystko zależy od lekarza i szpitala, ale nasza historia pt „operacja przepukliny pachwinowej” wyglądała mniej więcej tak:

PRZYGOTOWANIE DO OPERACJI

Droga na stół operacyjny nie jest długa. Gdy zauważasz jakąś podejrzaną poruszającą się pod naciskiem kulkę w pachwinie swojego dziecka – idziesz do lekarza rodzinnego. On dokonuje wstępnej obserwacji, po czym kieruje dziecko do specjalisty (chirurg urolog) z podejrzeniem przepukliny. Następnie specjalista (najczęściej) decyduje o operacji i daje skierowania na badania i do szpitala. U nas kolejność była odwrotna. Maję najpierw obejrzał i zdiagnozował chirurg dziecięcy (o tym więcej TU), a potem udaliśmy się do lekarza rodzinnego po formalności.  Badania jakie musieliśmy zrobić Mai przed operacją były następujące:

  • usg jamy brzusznej – szczególnie kanału pachwinowego
  • określenie grupy krwi
  • morfologia krwi
  • badanie ogólne moczu
  • badanie ciśnienia krwi
  • ekg serca
  • zaświadczenie od lekarza rodzinnego, że dziecko w dniu przed operacją jest zdrowe i może zostać operowane

Z całym kompletem wyników badań i ABSOLUTNIE zdrową Mają w piątek udaliśmy się do Krakowa. Czekało tam na nas przytulne gniazdko – mieszkanie w centrum Kazimierza – użyczone przez wybitnie bezinteresownych i dobrych ludzi: Michała i Asię. Wykorzystaliśmy piękną pogodę i wolny czas i udało nam się pozwiedzać, chociaż i tak humory mieliśmy kiepskie. Strach i nerwy związane z operacją sięgały zenitu.

Co nie zmienia faktu, że Kraków jest piękny. Musimy tam jeszcze kiedyś wrócić..

bw0dqzsh4kg

A wracając do operacji..

OPERACJA

Na izbie przyjęć w szpitalu stawiliśmy się w sobotę o 8 rano. Maja oprócz tego, że nadal musiała być całkowicie zdrowa, musiała być też na czczo. Zero łyczka wody czy mycia zębów – NIC. Ostatnim posiłkiem była piątkowa kolacja. W izbie przyjęć czekała nas masa biurokracji – baaaardzo szczegółowy wywiad, ostrzeżenia o ewentualnym ryzyku, powikłaniach, oraz zalecenia jak postępować z dzieckiem po operacji. Gdy formalności były załatwione udaliśmy się na oddział. Oboje byliśmy z Mają na sali-pokoju pacjenta. Przyszła Pani pielęgniarka, lekarz anestezjolog oraz nasz znajomy chirurg. Wyjaśniono nam jak będzie wyglądać usypianie Mai, ile będzie trwać operacja i jak może zachowywać się Maja podczas wybudzania.

Dostałam specjalne ubranie, Maja pożegnała tatę i królika Szaraka i poszłyśmy na salę operacyjną. Byłam bardzo wdzięczna, że narkoza nie była podana w zastrzyku czy kroplówce tylko uśpiono Maję za pomocą maski z gazem i nie musiała być kłuta igłą. Trzymałam ją na kolanach gdy anestezjolog przyłożył jej to ust i nosa maskę. Odpłynęła w po kilku wdechach. Ciało momentalnie zrobiło się bezwładne. Razem odłożyliśmy ją na stół i wtedy nastąpił moment, w którym musiałam opuścić salę.

Wyglądała na taką malutką i bezbronną na tym wielkim stole. Nerwy wzięły górę i gdy wyszłam z bloku operacyjnego zaczęłam wyć. Dopadł mnie taki niekontrolowany szloch, że nie mogłam się uspokoić. Razem z mężem czekaliśmy na jej sali. To było najdłuższe 40 minut w moim życiu. Czas stał w miejscu a emocje sięgały zenitu. Nie dlatego, że bałam się, że coś pójdzie nie tak, że coś jej się stanie… Ufałam lekarzom w 100% Po prostu, przeżywałam sam fakt, że Majulka musi przez to przejść. Że jest tam, na stole operacyjnym, a mnie przy niej nie ma…

20170722_084513

PO OPERACJI

Operacja trwała równe 40 minut. Maja na salę wróciła ok godz 9:40. Od razu zaczęła się wybudzać i to był chyba najgorszy dla mnie moment. Owszem uprzedzano nas, że małe dzieci wybudzające się z narkozy są bardzo pobudzone, ruchliwe, zdezorientowane, czasami agresywne i złośliwe. I to jest normalne. Mimo tej wiedzy – gdy Maja zaczęła się szarpać, kopać i na nas krzyczeć – byłam w szoku. Jakby ktoś nam podmienił dziecko. Serce mi pękało bo chciałam ją przytulić, ukoić. Myślałam, że po narkozie będzie senna. Że będę mogła ją okryć kołdrą, całować w czoło, gładzić po włosach, czuwać przy jej łóżku i patrzeć jak odpoczywa. Tymczasem Maja była bardzo pobudzona. Oboje z mężem nie wiedzieliśmy co robić. Miała otwarte oczy ale kontakt z nią był bardzo trudny. Maja nie reagowała na nasze próby uspokojenia. Płakała, krzyczała i kopała nogami. Pielęgniarka była przy nas i pokazywała jak mamy ją trzymać i zabezpieczać by nie zrobiła sobie krzywdy i nie naciągała brzucha. Dziwnie było doświadczyć takiego zachowania u Mai. Biedulka była tak zdezorientowana, że sama nie wiedziała czego chce. Krzyczała na nas i pokazywała nam język ale mówiła, że chce się przytulić. Przytulając się jednocześnie odpychała się ode mnie. W jednej chwili była niemiła, w drugiej mówiła że nas kocha. Taki emocjonalny chaos trwał ok 15-20 minut.

Gdy najgorsze minęło i Maja się uspokoiła pozwoliła położyć się do łóżka i włączyć sobie bajkę. Gdy już całkowicie się wyciszyła – zaczęliśmy stopniowo podawać jej po kilka łyków wody i obserwowaliśmy czy nie będą męczyć jej mdłości. Gdy woda się przyjęła i wymioty się nie pojawiły – pielęgniarka podała Mai leki przeciwbólowe.

Przed godz 12 tego samego dnia mieliśmy już wypis ze szpitala. Pojechaliśmy do mieszkania użyczonego przez znajomych. Wtedy w Krakowie były okropne upały. Włączyliśmy klimatyzację, przebraliśmy Maję w lekką piżamkę i położyliśmy do łózka. Ale Mai odezwał się głód. Mąż w pobliskim barze mlecznym zamówił obiad. Majulka z ogromnym apetytem zjadła półtora naleśnika z musem jabłkowym i zasnęła na 4 godziny.

makeonewish-1

Obudziła się ok godz 17  w doskonałym humorze i znów zawołała jeść – co uznaliśmy za dobry znak. Mimo to, w nocy nastawialiśmy budzik, sprawdzaliśmy czy z raną jest wszystko ok, czy Maja nie ma gorączki i czy normalnie oddycha. Regularnie podawaliśmy jej leki przeciwbólowe. Czuwaliśmy.

Następnego dnia rano po śniadaniu, badaniu i konsultacji z naszym lekarzem dostaliśmy zgodę na powrót do domu.

ZALECENIA

Według zaleceń Maja przez 3 dni miała nie moczyć rany, prowadzić spoczynkowy i oszczędny tryb i jeść lekkostrawne dania. Potem ranę mieliśmy przemywać szarym mydłem i psikać octaniseptem. Przez pierwsze kilka dni Maja naprawdę na siebie uważała.  Chodziła powoli, lekko zgarbiona (pewnie rana ją ciągnęła) prosiła o pomoc przy wchodzeniu na krzesło, zmianie pozycji na sofie czy w łóżku bo bała się napinać brzuch. Ostrożnie się ubierała, szczególnie majtki i spodenki bo gumki wypadały na wysokości opatrunku. Czasami nawet wykorzystywała swoją sytuację gdy czegoś jej się nie chciało „wiesz mamuś musisz mi to dać bo ja mam przecięty brzuszek”.

Na szczęście wystarczyło kilka dni by poczuła się dużo lepiej i kompletnie zapomniała, że powinna być ostrożna. Rana była szyta plastycznie, więc nie musieliśmy jechać z nią potem na wyciąganie szewków – co byłoby pewnie dodatkowym stresem. Już tydzień po operacji brykała po ogródku. Trudno ją było hamować. Biegała, skakała, wspinała się itd. Dwa tygodnie po operacji byliśmy na weselu mojej siostry.  A Maja: tańce, wygłupy z kuzynkami, zabawy na zamku dmuchanym itd.

Gdyby nie blizna na jej brzuszku w ogóle nie pamiętalibyśmy o tej operacji. Maja zarówno operację, pobyt w Krakowie, trasę do domu i rekonwalescencję zniosła bardzo dobrze. Okazuje się, że najgorsze z całej tej przepuklinowej historii były dwa badania na określenie grupy krwi, wybudzanie z narkozy i zmiana opatrunków, którą Maja opłakiwała codziennie.

Nie wiem jak w innych przypadkach przebiega proces przygotowania do operacji, jej przebieg i rekonwalescencja, na szczęście u nas okazało się, że nie taki diabeł straszny, a strach ma wielkie oczy. Maja nie narzekała na ból, szybko odzyskała energię i zaakceptowała swoją bliznę.

Choć oczywiście nikomu nie życzę by musiał szukać pomocy u specjalisty chirurga urologa, to w tym miejscu chciałabym polecić Wam NAJLEPSZEGO lekarza w tej specjalizacji dr Michała Wolnickiego z TOP MEDYK w Krakowie. Cudowny człowiek i wspaniały lekarz. Z ogromną wiedzą, doświadczeniem i profesjonalnym podejściem do dzieci. Jedna czytelniczka i jej córeczka skorzystały z polecenia, były na wizycie i nie zawiodły się.

W ogóle brak mi słów by opisać jak wdzięczni jesteśmy Michałowi i Asi za przygarnięcie nas w Krakowie i za opiekę nad Mają.

Tymczasem serdecznie Was wszystkich pozdrawiam w to wrześniowe jesienne popołudnie.

Koniecznie napiszcie co u Was!

9 Comments

  1. Aga wszystko jest proste. Karma wraca. Jestes w porzadku babka wiec spotykasz takich ludzi. Super ze tak dobrze trafiliscie i ze Maja wszystko dobrze zniosła. A co u nas? Żyjemy i czekamy na Twoje wpisy

  2. Dobrze Was „uslyszec” 😉 ciesze sie ze wszystko w porzadku. Nie mam konta na Facebooku ani instagramie wiec tylko tu do Was zagladam. Dluga przerwa byla. Ale rozumiem. Ciekawe co sdziejWas dzieje. Jakies niespodzianki?

    • oj długa…. przerwa, długa. Ale wszystko ok, po prostu mamy sporo nowosci w życiu ostatnio. Niedługo napisze

  3. To wielkie uff:)). Rozumiem ,aż za dobrze ten stres kiedy dziecko jest chore.
    Dobrze, że już możecie „zapomnieć „.
    A co u dziewczynek? Wystartowaliscie juz z przedszkolem?

    • Aguś, od dziś zaczęliśmy. Ania do żłobka, Maja do nowego pla.Na razie jest ok, ale to był 1 dzien, wiec jeszcze się wolę za szybko nie cieszyć.

  4. Dobrze że wszystko dobrze się skończyło przed nami również operacja przepukliny pachwinowej u Córeczki. Mam pytanie czy czymś smarujecie bliznę Majusi żeby zbladła?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *