głęboka woda

Gdy po kilku latach „siedzenia w domu i zajmowaniem się dziećmi” w lutym 2017 (miesiąc po roczku Ani) wróciłam do pracy – była to dla mnie duża zmiana i spory stres. Jednak pracowałam tylko na pół etatu, nie byłam wychowawcą i miałam naprawdę dobry plan godzinowy – a to sprawiło, że nie odczuliśmy mocno mojego powrotu do zawodu. Maja w godzinach mojej pracy chodziła na 4-5 godz do naszego przedszkola na wsi, a Ania była w domu (w miarę możliwości) z moją Mamą, lub zawoziłam ją kilka razy w miesiącu do mojej przyjaciółki. Dawaliśmy radę. Było raczej spokojnie. Natomiast wrzesień dla adamków to przysłowiowy skok na głęboką wodę. Przyniósł każdemu z nas wiele nowego i był w naszym życiu prawdziwą rewolucją…

W wakacje pojawiła się przede mną okazja na zmianę pracy. Z natury jestem tchórzem, lubię to co znam, a nieznanego się boję. Nie przepadam za rewolucjami bo zawsze widzę wszystko w czarnych barwach. Wiedziałam, że jeśli przyjmę tą ofertę będzie mnie to kosztować wiele stresu, ale miałam świadomość, że jeśli nie wykorzystam tej szansy, propozycja drugi raz nie padnie i mogę żałować do końca życia. Zdecydowałam się! Zmieniłam pracę i to była dobra decyzja. Jest super! Mam pełen etat plus kilka nadgodzin. Mój plan może jest trochę zakręcony i skomplikowany, ale dzięki temu pojawiła się szansa na podjęcie drugiej pracy (w małym wymiarze godzin) również w zawodzie. Dodatkowo rozpoczęłam (już drugi raz w życiu) awans na nauczyciela mianowanego. Mam nadzieję, tym razem go zakończyć. Zawodowo nie jestem już zakurzonym zapomnianym egzemplarzem. Stan hibernacji i zawieszenia minął. Odżyłam i wróciłam do pracy na maxa.

Wrzesień przyniósł nowości zawodowe nie tylko mnie, ale i mojemu mężowi. Zmienił stanowisko a to wiązało się z przejściem z jednej zmiany 7-15, na dwuzmianowy tryb pracy. To dla nas wielka rewolucja. Przyzwyczailiśmy się, że mąż popołudniami i wieczorami jest w domu i wspólnie szykujemy kolację, kąpiemy dzieci i kładziemy je spać. Teraz co dwa tygodnie – gdy mąż chodzi na popołudniówki – wieczorne obowiązki i rytuały należą tylko do mnie.

Dziewczynki też przechodzą przez swoje rewolucje. Ania (gdy jest zdrowa) chodzi do żłobka, a Maja od września zmieniła przedszkole. Przeniosłam ją do mojej nowej pracy. Bardzo bałam się tej zmiany bo Majula uwielbiała swoje wcześniejsze przedszkole – zarówno dzieci jak i Panie. Naprawdę lubiła tam chodzić, była szczęśliwa i nigdy nie płakała. Obawy miałam, bo wiadomo, że ogromne przedszkole w mieście różni się od kameralnych oddziałów na wsi. Bardzo się bałam, jak Maja te różnice zniesie. Czułam, że świadomość, że jestem gdzieś obok, plus nowe otoczenie, środowisko, Panie, sale, zwyczaje, dzieci – że to wszystko ją przytłoczy i proces adaptacji będzie ciężki. Ale Maja oczywiście pozytywnie mnie zaskoczyła. Pokochała nowe przedszkole. Wręcz wpadła w obsesję na jego punkcie. Szybko odnalazła się w swojej grupie i pokochała nowe Panie. Raz nawet zrobiła mi scenę, że nie chce wracać do domu, a gdy rozłożyło ją przeziębienie płakała, że nie może jechać do przedszkola.

Jakby nowości było mało, kilka dni temu zostałam wybrana na przewodniczącą Rady Rodziców co również wiąże się z dodatkowymi obowiązkami. Ale nie narzekam, niech się dzieje. Wrzesień naprawdę mocno przeorganizował nam życie. Obfitował w nowe obowiązki, skrajne emocje, choroby i zmęczenie. Tak, wiem – rzuciłam się na głęboką wodę. Ale czuję się w niej jak ryba! Owszem, chodzę padnięta, czasami narzekam, nie wiem w co ręce włożyć, a dni mijają mi tak szybko, że nie wiem kiedy zleciały ponad 4 tygodnie naszego „nowego życia”. Ale dzięki temu zagonieniu jeszcze bardziej doceniam czas z dziećmi, celebruję drobne codzienne przyjemności i delektuje się każdą najkrótszą nawet wolną chwilą. Jestem zapracowana, ale spokojna, spełniona i szczęśliwa. Mogę godzić bycie mamą z pracą zawodową, a dzięki placówkom takim jak przedszkole i żłobek nasze córeczki są w dobrych rękach, a my jesteśmy bardziej niezależni i nie musimy aż tak* obarczać opieką nad nimi rodziny i przyjaciół.

*napisałam „aż tak” bo oczywiście nie udało się przetrwać września bez pomocy bliskich. Dziewczynki połowę miesiąca przechorowały, Ania dość poważnie, więc wsparcie Babć w zorganizowaniu im opieki było na wagę złota. Dlatego wszystko o czym na dzisiejszy dzień marzę to zdrowie. Jeśli ono nam dopisze, reszta na pewno też się ułoży i razem będziemy pływać nawet na najgłębszych wodach!

Tymczasem kilka wrześniowych kadrów z IG:

img_20170901_071018_691

img_20170901_071018_701

img_20170901_175152_404

img_20170902_160827_523

img_20170907_165149_363

img_20170909_143625_220

img_20170911_112504_941

img_20170911_205346_299

img_20170912_211645_802

img_20170915_204744_465

img_20170915_204744_466

img_20170921_183731_716

img_20170922_164331_293

img_20170923_112754_093

img_20170928_180426_471

img_20170930_205732_859

makeonewish-pl__byjhuybbktn

makeonewish-pl__byog8rmhbsw

makeonewish-pl__bzbdxvghbfr

makeonewish-pl__bzg5x3fhmwg

makeonewish-pl__bzrhd1obbym

img_20170917_071346_786

14 Comments

  1. Zawsze Twoje posty powodują, że zastanawiam się nad tym, co jest najważniejsze i jak już dotrze to do mnie, to doceniam to, co mam. Masz taką porostu fajną rodzinkę, cudne córeczki. Czego więcej… tylko sił i zdrowia. Trzymam kciuki.

  2. a pamiętasz jak się martwiłaś gdy zaszłaś w ciążę z Ania i po jakimś czasie dostałaś wypowiedzenie bo zlikwidowali twoje przedszkole? widzisz jak to wszystko jest gdzies zapisane. tak mialo byc. teraz na prace narzekac nie mozesz a to w dzisiejszych czasach oprocz zdrowia naprawde wazne.

    • pamiętam Karolka. Na szczęście jakoś się wszystko ułożyło. Masz rację praca jest bardzo ważna. Szczególnie jak ma się małe dzieci

  3. No witamy Adamkowo. Aga jak fajnie ze mimo zapracowania nadal nie stracilas tej radochy z zycia i wrazliwosci by dostrzegac magie codziennosci. To czuc w tym tekscie i widac po zdjęciach dziewczynek, zachodow słońca i czytania ksiazki. Uwielbiam Twoje podejscie do życia. pozdrawiamy z Katowic

  4. Gdzie teraz pracujesz? Daleko dojeżdżasz do pracy? Gratuluję awansu i ciesze się ze przyjęłaś propozycje bo kto się, kiedy trafiłaby się taka kolejna 😊

    • Imienniczko, pracuję w tym samym mieście w którym było wcześniejsze przedszkole, tylko teraz mam troszkę bliżej, bo tamto było w centrum miasta a to jest na osiedlu i nie mam po drodze korków itd. Awans to dopiero zaczynam i jak się uda za 3 lata skończę. Wtedy będzie czego gratulować 🙂

  5. Agnieszko super 🙂 Gratuluję z całego serca 🙂 Jak dobrze się czyta tak pozytywny wpis. I utwierdza mnie w przekonaniu, że zmiany są dobre, choć na początku mogą przerażać. Trzymam za Was mocno kciuki 🙂

    • Mnie zawsze nowe przeraża. Zawsze. Wszystkiego się obawiam i na zapas martwię. Na szczęście ja też w miarę szybko się zaadoptowałam w nowym miejscu i mam nadzieję, że teraz już będzie z górki. Dziękuję za trzymanie kciuków. Pozdrawiam

  6. Aga piona 😉 jak ja Ciebie rozumiem … Też wróciłam do pracy , młodą żłobek, starsza pierwsza klasa i bałam się jak cholera ale poszło i idzie gładko ( tfu tfu ) Mania lubi swój zlobeczek, Zosia chętnie się uczy a ja zaczęłam staż na mianowanie 🙂 i chociaż bez męża cały tydzień bo delegacja to w weekend czas wyciskamy jak cytrynę na maxa i jest pięknie a w tygodniu jak wracamy do domku to cieszymy się sobą i chyba teraz jestem lepsza mama.
    A jutro już piateczek , piatunio 🙂

    • cały tydz bez męża? podziwiam. ja sobie nie wyobrażam. bardzo bym teskniła i podupadła na duchu chyba. Gratuluję Ci że dajesz rade sama w tyg ze wszystkim. Tez uwazam ze jak czlowiek pracuje to potem ten czas z dziecmi stara sie wykorzystać najlepiej jak sie da.
      pozdrawiam Kochana i powodzenia z awansem

  7. Aga, gratuluje nowej pracy! To super, ze pomimo wpadniecia na ta gleboka wode, jednak sie w tym wszystkim odnajdujesz i cieszysz zyciem! 🙂
    Ze strachem przed zmianami doskonale Cie rozumiem! Ja tez z takich „tchorzy”. W poprzedniej pracy spedzilam 11 lat, mimo ze kiepsko placili (ale atmosfera byla super!). Wiosna okazalo sie, ze nasza firme zamykaja i zaczelam poszukiwania pracy. Ile ja sie naplakalam z zalu za starym miejscem i z paniki, ze nie znajde nic odpowiedniego, a jak znajde, to sobie nie poradze! 😉
    W miedzy czasie, mojego meza przeniesli na druga zmiane, widujemy sie wiec tylko w weekendy. 🙁 Prace znalazlam dosc szybko i chociaz nie do konca mi odpowiada, to grafik jest swietny. W zeszlym roku byly jakies 2 miesiace, kiedy z powodu dojazdow, moje dzieci siedzialy w „placowkach” od 7 rano do 16:30. Tak strasznie bylo mi ich zal! Teraz tata zawozi ich na 8:45 do szkoly, a ja o 15:15 odbieram. Maja zycie jak w Madrycie, a pytaja czy mogliby chodzic na swietlice! Nie dogodzisz! 😀

    • Agatka uśmiałam się 🙂 Masz rację, nie dogodzisz. Ale nawet jak człowiek wie ze sie tym naszym dzieciom krzywda nie dzieje to i tak jakoś jest spokojniejszy gdy dzieci w domu a nie w placówkach prawda? Ania też najdłużej jak jest w żłobku to ok 9 godz.
      Od 6:40 do 16:10 bo ja pracuję od 7 do 16 Serce mi pęka ale co poradzę?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *