6 typów matek – w krzywym zwierciadle

Przed przeczytaniem tekstu zapoznaj się z poziomem swojego poczucia humoru bądź skonsultuj się z Ironią i Dystansem, gdyż ten tekst niewłaściwie zinterpretowany zagraża Twojemu niepotrzebnemu zdenerwowaniu lub obrażaniu.

1) PERFEKCYJNĄ MATKĄ DOMU

Taka mama wiecznie biega z mopem, ścierką lub odkurzaczem. Nie usiądzie nawet na chwilę, bo przecież zawsze można coś w tym czasie zrobić, np 5 raz w ciągu dnia napuszyć i ułożyć poduszki, posegregować zabawki lub umyć lustro. Nie zaśnie gdy coś w domu leży nie na swoim miejscu. A gdy zasypia, w myślach układa plan porządków na następny dzień. Ciągle wszystkich goni za bałagan, biedne dziecko szczególnie. Zrzędzi, krzyczy i robi wielki raban o każdą kropkę, plamkę, okruszek czy smugę. Wiecznie pierze i prasuje. Na nic innego nie ma czasu. Na twarz pada ze zmęczenia i brak jej energii na cokolwiek poza swoją misją pt „jestem perfekcyjną panią domu”. Z domu stworzyła hotel, w którym choć czysto, to nikt nie czuje się swobodnie. Przez swoją manię czystości sama jest bardzo nieszczęśliwa.

2) MATKĄ INTERNAUTKĄ

Taka mama nie rozstaje się z telefonem. Ledwie otwiera oczy a już sprawdza fejsbunia. A nóż widelec trzeba coś zalajkować, skomentować. Do śniadania sprawdziła już pocztę, snapa i najnowsze tweety. Podczas śniadania robi zdjęcia sobie, kawie, dziecku, kanapce i wrzuca je na insta. Bez przerwy robi zdjęcia, dzwoni, coś pisze, czatuje, wysyła, followersuje. A dziecku często mówi: za chwilę, nie teraz, później, tylko mama coś sprawdzi. Gdy chwilowo nie ma Internetu, poci się z nerwów i obgryza paznokcie, bo może jeszcze ją coś ciekawego ominie? Swoje życie toczy w sieci, realne zaniedbuje.

3) MATKĄ TOP MODEL

Ten typ mamy, choć nie pracuje to dzień zaczyna od pełnego i pracochłonnego makijażu i starannie ułożonych włosów. Wyjście do sklepu po bułki poprzedza półgodzinnym doborem stroju i dodatków. Dla dziecko of kors również. Na plac zabaw idzie w szpilkach i mini, a gdy schyla się do wózka z każdej możliwej strony wszystko jej widać. Nie wie co to wygoda i funkcjonalne ubrania przy dziecku. Wychodzi z założenia że wygląd jest najważniejszy. Nie ułoży z dzieckiem klocków, bo przez kosmicznie długie tipsy nie umie ich chwycić. Poza tym nie ma czasu na zabawę bo musi skoczyć na solarium, do fryzjera, kosmetyczki, masażystki, na aerobic i do galerii po nową stylówkę.

4) MATKĄ GENIUSZA

Taka mama ma swoje dziecko za małego Einsteina. Jej głównym zajęciem jest czytanie o etapach rozwojowych dziecka i robienie wszystkiego co możliwe by jej pociecha wszystko umiała na czas albo i jeszcze szybciej. Porównuje dziecko z innymi, wychwala się nim, licytuje. Taka matka biega z dzieckiem na basen, angielski, rytmikę, szachy, zajęcia plastyczne, taneczne, chiński, akrobatykę, hiszpański, balet, judo i robotykę itd. Jej dziecko czyta płynnie w wieku 2 lat, a gdy ma 16 zdaje na medycynę. Wymaga od dziecka za dużo a przy tym nigdy nie jest w pełni zadowolona. Przytłacza swoimi oczekiwaniami i wybujałą ambicją zabiera dziecku dzieciństwo.

5) MATKĄ PARASOLEM

Ten typ mamusi biegnie do lekarza gdy dziecko raz kichnie. Nie zostawi dziecka mężowi/babci/cioci bo na pewno sobie nie poradzą, nie dopilnują i dziecko zginie śmiercią tragiczną. Nie pozwala wchodzić na sofę czy łóżko bo spadnie, bawić się z psem bo zarazki, biegać bo się przewróci, huśtać się za szybko bo zawieje uszy, iść na basen bo się przestraszy albo utopi itd. Ta mamusia wyręcza dziecko we wszystkim od karmienia przez mycie, ubieranie i sprzątanie. Osacza, życiowo okalecza i pyschicznie ubezwłasnowolnia.

6) MATKĄ PSEUDOGENIUSZA

Ta mamulka słodzi swojemu dziecku dzień i noc. Dogadza, komplementuje, na wszystko pozwala, niczego nie wymaga, wiecznie chwali, gloryfikuje i podziwia. Ten typ nie widzi wad swojego dziecka pozwalając mu uwierzyć, że jest chodzącym cudem, ideałem i pępkiem świata. Owocem wychowania przez taką matkę są najczęściej osoby po trupach do celu, posiadające pewność siebie sięgającą gwiazd. To np takie pseudotalenty z programów rozrywkowych, które nieświadome własnych wad i braków robią z siebie pośmiewisko i uwierzyć nie mogą jury, że nie mają talentu, bo przecież mamusia mówiła, że śpiewa jak słowik, najpiękniej na świecie, mimo że „pociecha” ma już 40 lat..

brs9guplpz6

bqnbxhqfixy

brhxlwgfjva

UWAGA! AKTUALIZACJA

Wpis jest oczywiście specjalnie mocno przerysowany, wizerunki matek podkolorowane, a ich zachowania wyolbrzymione. Tekst jest stary, napisałam go po tym jak kiedyś będąc z małą Mają na placu zabaw zobaczyłam matkę w szpilkach, mikroskopijnej miniówce i takim dekoltem, że gdy brnęła przez piach w tych seksi sandałkach to wszyscy widzieli dokładnie co ten top i miniówka miały teoretycznie zakryć. Taka mi się wtedy refleksja nasunęła… jak różne są matki. Myślałam o tym jaki jako kobiety dajemy dzieciom przykład i jak nieświadomie można swoim zachowaniem wpłynąć na życie naszych pociech. Że można je rozpieszczać do granic przyzwoitości lub bezustannie podcinać skrzydła. Nie okazywać im uczuć, ignorować i nie mieć dla nich czasu, lub wręcz odwrotnie zagłaskać na śmierć i źle okazaną miłością wręcz skrzywdzić. Wpis naskrobałam i zapomniałam. Dziś znalazłam. A, że z racji braku czasu nie mam kiedy pisać nowych, wrzucam.

A jaką matką Ty jesteś? Ja oczywiście bez bicia się przyznaję, że na pewno mam co nieco z każdego typu, ale chyba najwięcej jednak z nr 1. Musiałam dojrzeć do tego by odpuścić, przestać się przejmować i zrzędzić o każdy okruszek.  Musiałam sama z sobą to wypracować, by czasami machnąć ręką na prasowanie, kurz czy zapaćkane okna. Bo czysty dom wcale nie jest gwarancją szczęścia. A czasami jest wręcz odwrotnie! To bałagan świadczy o tym, że ktoś w tym domu jest szczęśliwy, np Twoje dziecko które jest z siebie strasznie dumne, że wcisnęło oślinionego biszkopta w dziurę od głośnika kina domowego.

Aniu, BRAWO TY!

 

38 Comments

  1. Nie jestem jeszcze matką, ale jeśli miałoby mi coś grozić, to wersja nr 2. Ale mam nadzieję, że jak już to dziecko będzie, to jednak tak się nie stanie.
    Ale znam jedną przerażającą wersję nr 5 i to jest straaaaszneeeee.

    • A znam wypisz wymaluj matke nr 3 i to jest az niesmaczne. I to nie ma nic wspolnego z dbaniem o siebie,bo dbac trzeba. To juz taka skrajnosc jak aga opisala. Raz slyszalam jak szwagierka powiedziala corce ze nie da jej buzi bo ma nowa szminke na ustach.

      • zgadzam się, dbać o siebie to jedno, ale nie dac sie dziecku pocałować ze względu na szminkę czy błyszczyk… no comment

    • jak pojawi się dziecko, to bedziesz miec troszke mniej czasu na nr 2. ale z drugiej strony na pewno bedziesz chciala dzielic sie z innymi swoim szczesciem i dumą a to tez zrozumiałe

  2. typ nr 6 – skad znasz moja tesciową? moj 19 letni szwagier dzieki swojej mamusi mysli ze spiewa jak ed sheeran, ze jest specem we wszystkim, misterem swiata i chodzaca encyklopedia. ale tylko mu sie tak wydaje. to bardzo jrzywdzaca droga wychowywania bo z mlodego wszyscy przez tesciowa sie smieja a ona nadal utwierdza go w przekonaniu ze jest najlepszy.
    pozdrawiam aga mam nadzieje ze wrocisz do czestego pisania

    • Kasiu no właśnie niestety wiele matek nawet nie wie ze popelnia blad, to jest straszne bo te dzieci sa zupelnie nieswiadome tego ze np naprawde nie potrafią spiewać i nie są we wszystkim najlepsze. ja rozumiem chwalić i wspierać małe dziecko, ale okłamywać dorosłe? że pięknie śpiewa i ma talent?

  3. a ja przyznaje bez bicia jestem matka internautka. nie mam tylko tweetera. ale uwielbiam fb ig snap vine yt

    • mysle ze w dzisiejszych czasach wiekszosc matek ma w sobie cos z nr 2. jedne wiecej, inne mniej, ale kazda na pewno w jakims stopniu tak. najwaznijesze by nie popadac w skrajnosci, pozdrawiam

  4. typ nr 7 mama tykajaca bomba. ostatnio chodze i bez przerwy wyzywam. cierliowsc wyczerpali przysiegam ze pozabijam jak w koncu wybuchne.ale tak to jest jak sie ma w domu 3 synow i meza.

    • Parrek,Keep up the good work. We in BC are going down the same green (read EXPENSIVE) path with government mandated purchases of electric from alternative sources at many times the going rate..

    • dziękuję, postaram się. ale nie umiem i nie lubie pisać na siłę… muszę poczekać na wenę, czas, chęci. ale sie bardzo cieszę, że tu jesteście i czekacie :*

  5. Jak zaczęłam czytać od razu stwierdziłam że nr 1 to ja alecę po przeczytaniu całości każdy punkt do mnie po trochu pasuje. A i te szpilki tak mi ich brakuje czekają na wyjątkowe okazje i na powrót jak dziewczynki trochę podrosną 😕

    • Asik podziwiam. ja za spzilkami nie tesknie bo nosze je bardzo rzadko. Owszem gdu je ubiore czuje sie jakos lepiej, ale zdecydowanie na codzień wole płaskie obuwie. buziaki dla Ciebie i coreczek

  6. Świetny tekst, widze go nawet jako scenariusz skeczu kabaretowego 🙂 (Przyklad „góral na zakupach” -polecam)
    Szczerze to uśmiałam się przy okazji porównując sie do tych typów 🙂
    Póki co jestem nr 1- mam nadzieje, że też uda mi się odpuścić 😉

  7. Znam 40-latka syna matki nr. 5, teraz wyrecza go zona, podaje skarpetki, pakuje walizke, nawet zamawia za niego w restauracji, KOMEDIA a tak naprawde TRAGEDIA

  8. AAAa jescze dostaje opr jak na wyjezdzie okazuje sie ze nie spakowala mu tego czy tamtego

    • OMG wierzyć się nie chcę. Coś strasznego. Oby jak najmniej takich przypadków. Masz rację, tragedia.

  9. Niestety jestem częściowo 4 i 5, a najdalej mi do 1, gdyż czynności wynikające z 4 i 5 nie pozostawiają mi czasu na 1, 2 i 3.

    • Ilonka jeśli jesteś częściowo, to czemu niestety? Żaden z tych punktów, gdy zachowujemy umiar nie jest zły. Złoty środek jest najważniejszy 🙂 pozdrawiam

  10. Super wpis !! 🙂 Mi najbliżej do matki nr 1… Ale dzięki mężowi coraz dalej mi do tego typu i jestem o wiele szczęśliwsza 😉 czasem warto odpuścić i najważniejsze – nie wymyślać dodatkowych i niepotrzebnych obowiązków … Tak jak napisałaś o tym poprawianiu poduszek i sprzątaniu kilka razy dziennie zabawek, które za chwilę dziecko porozkłada – bo to niepotrzebna praca. Oczywiście czysto i ładnie- tak, perfekcyjnie- nie 😉

    • Hej Aga, najwaznijesze to znać swoje słabości/wady i uczyć sie z nimi walczyć. Przesada ze sprzataniem moze stac sie naprawdę wkurzającym i uprzykrzającym życie natręctwem. Buziaki dla Ciebie

    • It was an ok vidio for popping a zit, but what kept buggin me is the kids in it, I’m sorry, parents let the kids run their lives now a days, no do#e2&s8n17;t mean no anymore. You say no and they do whatever the hell they want to anyway,

  11. Ja bym dodała jeszcze Matkę Gadżeciarę: najmodniejszy (najdroższy wózek) wymieniony po pół roku, bo przecież weszła nowa kolekcja, markowe ubranka, nosidełka, foteliki, mebelki, najlepsze zabawki, topowe książeczki, ekodieta (najlepiej wegańska i bezglutenowa). Do tego krytyka tych, którzy nie wiedzą co to jest rodzicielstwo bliskości albo nie znają najnowszych wyników badań na temat wczesnego wspomagania rozwoju dziecka. Wybrane najlepsze przedszkole i szkoła, jeszcze przed narodzinami, koniecznie Montessori albo z inną modną nazwą:D Generalnie projekt dziecko trzeba poprowadzić z takim samym sukcesem jak wszystkie inne projekty w życiu.

    • Osobiście nie znam takiej osoby, ale czasami to widać… tylko że, kto bogatemu zabroni? 🙂
      pozdrawiam Dordor

  12. Mi chyba najbliżej do 1. Szału dostaję jak po pół godz. od sprzątnięcia pokoju/kuchni itp. wszystko wygląda jakbym palcem nie ruszyła od tygodnia. O wiele spokojniejsza, radosna i miła jestem gdy mam wszystko poukładane i czyste. Ale, że posiadając w domu dwójkę maluchów, męża, kota i pracując musiałabym chyba w ogóle nie spać i nic innego nie robić żeby utrzymać to wszystko w takim stanie jaki najbardziej lubię. Więc uczę się odpuszczać codzienne pucowanie kuchni, przymykać oczy na wysmarowane okna i lustra, nie zwracać uwagi na zabawki poupychane w dziwnych miejscach itd. Udaje się to różnie – jest dzień (całe szczęście coraz częściej), że mi to już prawie zupełnie nie przeszkadza, ale bywają też takie dni, że warczę, gderam i mam ochotę rozgonić wszystkich na cztery wiatry aby w końcu wszystko wyszorować, wypucować i poukładać. Ale mimo mojego kręćka na tym punkcie to mojej teściowej to do pięt nie dorastam – ta to by nawet Rozynkowej/Majdanowej taki test białej rękawiczki urządziła, że by się kobiecina ze wstydu spaliła. Zawsze gdy do nas wita rodzicielka męża mego to mam wrażenie, że przyjechała na inspekcje i dziwnym zrządzeniem losu zazwyczaj wpada bez zapowiedzi akurat w tedy gdy mam dzień odpuszczania i chatę ogarnięta po japońsku czyli „jako-tako”.

    • Evita ale trafiłaś na teściową. Pamiętaj, że masz usprawiedliwienie: 2 małych dzieci. Nie ma idealnie czystych domów w którym mieszkają dzieci. To nierealne! I walcz z tym tak jak ja. CZasami nie warto denerwować się bałaganem. Po co psuć sobie dzień.
      trzymaj się kochana, buziaki dla chłopców

  13. zdecydowanie nr 1. Pomimo, że nie jestem matką, a ojcem to wpasowuje się idealnie w nr 1. U nas żona pracuje poza domem, ja w mam biuro w domu i siedzę z dzieckiem. 5 min wolnych za dnia nie mam bo albo rozmawiam z klientami przez telefon, albo sprzątam, albo gotuje. Niestety mam taki charakter, że gdy w domu jest brudno to nie potrafię się skoncentrować na pracy zawodowej. Żeby usiąść do biurka i zrobić np ofertę klientowi muszę najpierw mieć czysto wokol-inaczej się nie skoncentruje.

    • Doskonale CIę Michał rozumiem. Mam bardzo podobnie. Nie tylko nie umiem się skupić gdy jest bałagan, ale i zrelaksować. Nie usiądę z książką lub oglądac film, póki wszystko nie jest na swoim miejscu. Zawsze tak miałam i nie wiem czy da się z tego wyleczyć.. Czasami mnie to w sobie denerwuje, ale z drugiej strony to chyba dobrze, że w domu nie ma nieziemskiego syfu. A Ty na co dzień masz trudny orzech do zgryzienia: łączenie pracy zawodowej w domu, opieki nad dzieckiem i zajmowaniem się domem to spore osiągnięcie i pewnie nie lada wyczyn
      pozdrawiam serdecznie

      • Dziękuję za słowo zrozumienia, nie zdarza się to często. W społeczeństwie panuje nadal mit, że facet pracuje tylko wtedy gdy nie ma go 12h w domu i przyjeżdża pod wieczór zmęczony czekając na obiad. +Tymczasem ja przez 18-20 dni w miesiącu pracuję zza biurka i telefonu, łapiąc zlecenia, a 5-8 dni w miesiącu realizuję te zlecenia. Moja żona ma mocno wyjazdowy charakter pracy i czasem nie ma jej poi 3-4 dni pod rząd (3-4 doby, bo nocuje w hotelach). Wówczas wszystko jest na mojej głowie: moja praca, dom, dziecko (w 3 klasie jest, ale zaprowadzić, przyprowadzić ze szkoły, ugotować obiad, pójść na spacer, pomóc w lekcjach), ogród przy domu – koszenie trawy w lecie, odśnieżanie zimą. Mój plan dnia wygląda tak, że jak wstanę z łóżka po 7.00, to następna pauza jest najwcześniej około 17:00, po powrocie z synem ze spaceru. Trwa to do 30min i dalej odrabianie lekcji, zmywanie, składanie do szaf prania. Przez cały dzień towarzyszy mi telefon, odbieram i wykonuję dziennie około 20 połączeń związanych ze sprawami zawodowymi. Kładę się spać około 23.00 i zasypiam w mgnieniu oka. Telewizji po 22:00 nie jestem w stanie oglądać, bo momentalnie usypiam. Nikt mi nie powie, że ktoś, kto siedzi w domu i zajmuje się domem i dzieckiem się nie napracuje. Napracuje się więcej, niż ktoś na zabiurkowym etacie od 8-16. W pracy ma sie obowiązki zawodowe i wyłącznie takowe. W domu jest ich parę razy więcej, a jak jeszcze jest jak u mnie, że pracuję w domu to już w ogóle jest to szkoła przetrwania i trening silnej woli. Parę razy miałem już kryzys tak duży, że była ochota rzucić wszystko i wyjść obojętnie gdzie. Niestety jestem z natury rzeczy zbyt odpowiedzialny i nie ulegam emocjom. Czasem jednak bym chciał, być może to by pomogło na jakis czas.

        • Naprawdę rozumiem o czym piszesz. Umiem sobie wyobrazić jak napiety i meczacy jest Twoj dzien. Byl taki czas gdy mialam podobnie. Maja, Ania, obiad, pranie, sprzatanie, pies, zabawa z dziecmi, spacery, zakupy.. To wszystko na mojej głowie a do tego jednoczenie musialam wygospodarowac czas na pisanie artykułów na zlecenie, współpracę z portalami, bloga, szycie. Dzieci jak miały drzemkę to nie było opcji na odpoczynek, tylko trzeba było zakasac rekawy i pracowac. Jak mąż wraca ok 16:30 to się mijamy – ja wyjezdzam, bo mam tez inne zobowiazania o których nie piszę na blogu (tak, o wielu rzeczach nie piszę, a są) Maz zostaje z dziecmi, a ja wracam ok 18-19 kąpiel, kolacja, czytanie, usypianie, ogarnianie domu. I padam. Jak wygospodaruję czas na ksiazke, film lub paznokcie to tylko pozno wieczorem i to kosztem snu.
          Ale nie narzekam. Lubie jak się dzieje.Lubie swiadomosc ze dobra organizacja i samozaparcie i pracowitosc pozwalają mi to wszystko godzic i realizowac sie nie tylko jako mama i zona ale i jako kobieta z hobby i pasjami.

          Mysle jednak ze nie ma co porywnywac etatu do bycia w domu i wychowywania dzieci. Kto ma wiecej pracy i kto bardziej zmeczony.. Wg mnie Kazde zajecie ma swoje plusy i minusy, wszystko tez zalezy od tego kto jaka ma prace no i jakie ma dzieci 🙂 Znam matki które mówią, że nawet nie wiedzą że mają w domu dziecko (dotyczy i dnia i nocy) Moje dzieci z kolei są absorbujące w dzień i nie przesypiają nocy, wiec tak naprawdę dom domowi nierówny. Tak samo z praca zawodową. Kazda inna.

          Nie wiem jak Ty Michal, ale ja mimo zmeczenia czuje satyskacje. Codziennie jak sie klade spac, czuje ze wykorzystalam dzien na maxa. I jestem z siebie dumna.I wierzę że Ty z siebie też. Moze jest mi trochę latwiej niz Tobie bo jednak maz wraca do domu po 10 godzinach nieobecnosci (i moja mama mieszka blisko) więc mam ta swiadomosc ze nie wszytsko jest tylko i wylącznie na moich barkach. Doceniam tą ich pomoc i zaangażowanie bardzo..
          Pozdrawiam CIę serdecznie

          • Bardzo dziękuję za mile slowa. Fajnie pogadac z kims,kto ma podobnie i rozumie o czym mowa. Mam taką rolę w życiu,że z kolegami sobie o tym nie pogadam,tylko kobieta moze to zrozumiec.

          • Michał nie ma sprawy, zawsze chętnie z Tobą pogadam. Męska strona czytelników nie jest tu bardzo aktywna, dlatego fajnie poznać Twoje zdanie. serdecznie pozdrawiam

  14. Ja chyba żadnego z w/w typow nie przypominam, choć prawda – kawa smakuje tylko jak kuchnia ogarnieta. Dodam wiec typ nr 8 matka gotująca. To typowa ja, mam spokoj ducha jak wiem że obiad zrobiony -zupa i drugie danie. No,minimum zupa!nic z proszkow, kostki to same zlo. Żadnych polproduktow! Wszystko ok, bo gotowanie sprawuje mi dużą radość ale przy dwojce maluchów jest to czasami mega trudne. W praktyce jest tak że zupa wychodzi na 2 dni, drugie danie robię codziennie, potem jeszcze jakieś ciasto, lub ciasteczka (bo kupne to tylko syrop glukozowo-fruktozowy),domowa granola ktora mąż uwielbia (bo w kupnej to sam cukier). No schiza jakas! 😉

    • Olu widać że gotowanie i zdrowe jedzenie to Twoja pasja a nie wada. Tego chyba nie idzie przegiąć w negatywny sposób, no chyba że czas spedzony w kuchni jest kosztem czasu z dziecmi. Ale 2 daniowy obiad i ciasto codziennie, i wszytsko naturalne i zdrowe, przecież to tylko przykład z Ciebie brać. Brawo. POdziwiam.

  15. Chyba nie nadaje się do żadnej kategorii. Ja zwyczajnie staram się wpajać dziecku zdrowe nawyki. Na przykład razem z moim 14 miesięcznym synkiem jeździmy na rowerze. No bardziej ja jeżdżę, bo on siedzi sobie jak król w przyczepce. Dostaliśmy na gwiazdkę od moich rodziców nordic caba i szkoda, by z niej nie korzystać, bo sprzęt jest naprawdę fajny dla aktywnych mamusiek. Tych co biegają czy jeżdżą na rowerze. Do tego zwracam uwagę na to co Antek je, nie daje mu słodkich soków tylko te, które zrobię w wyciskarce. Top modelką nie jestem, dbam o siebie na tyle ile trzeba. Sprzątać też sprzątam, ale nie mam na tym punkcie obsesji. A czy moje dziecko będzie geniuszem to nie wiem, do niczego nie mam zamiaru go zmuszać, jak będzie w jakimś kierunku chciało się rozwijać to na pewno będę je wspierać.

    • Laura czyli jesteś najlepsza mama jaką Twoj synek mógłby mieć 🙂 normalną i nie spaczoną w żadną stronę 🙂 tak trzymac, buziaki :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *