żegnaj 2016

ROK TEMU

W Sylwestra 2015 ważyłam 10 kg więcej, bolały mnie nogi, kręgosłup i cała masa innych miejsc. W moim ogromnym brzuchu siedziała Anulka, a w głowie mnóstwo obaw i zmartwień. Sylwestrowy wieczór spędziliśmy kameralnie, w naszym domu, z moją przyjaciółką Weroniką, jej mężem i córeczką Tosią. Jednak gdy wybiła północ, byliśmy już sami. Znajomi pojechali, Maja spała, a my Nowy Rok powitaliśmy w piżamach, z bezalkoholowym Piccolo w kieliszkach. Pamiętam ten moment. Staliśmy boso, przytuleni w ciemnym salonie. Przez drzwi tarasowe oglądaliśmy fajerwerki a nasze dłonie łączyły się w uścisku nad 9 miesięcznym brzuchem. Wtedy naszym jedynym marzeniem na Nowy 2016 Rok był bezpieczny poród i zdrowa córeczka. Tydzień później, w najpiękniejszą śnieżną noc, po raz drugi zostaliśmy rodzicami. 7 stycznia 2016 urodziłam sobie drugie szczęście. Urodziłam Anię i to właśnie Ona na zawsze odmieniła nie tylko ten rok, ale i całą naszą rodzinę.

W DOMU PO RAZ 4.

Nie jestem wielbicielką hucznego świętowania Sylwestra. Nie jestem typem imprezowicza. Od wytwornych bali, sukienek, szpilek i głośnej imprezy z pompą, w licznym gronie nadeptujących się w tańcu ludzi, zdecydowanie wolę kameralne domówki z przyjaciółmi. Wygodne ciuchy, swobodna atmosfera, domowe przysmaki, planszówki, karty, tańce z dzieciakami i balonami. W tym roku plany były właśnie takie. Zresztą dokładnie takie same jak przez 3 ostatnie lata. Ta sama ekipa, ten sam klimat, bez spiny. Ale tym razem dla odmiany mieliśmy świętować nie w naszym domu, a w nowym domu naszych przyjaciół. Nasze dziewczynki, miały bawić się razem z Tosią, córką naszych przyjaciół. Wszystkie trzy miały paść ze zmęczenia i spać razem w Tosiowym pokoiku, podczas gdy my, moglibyśmy spokojnie pogadać, pograć, może potańczyć i kulturalnie coś wypić. Jednak ospa miała swoje plany. Zostajemy w domu. Moglibyśmy zostawić Andzię moim rodzicom i jechać tylko z Mają. Ale nie chce zostawiać chorej Anuli mamie i świętować jej pierwszego Sylwestra bez niej. Nawet jeśli go prześpi, to chcę być blisko. Także tradycji stanie się zadość – czwarty sylwester z rzędu spędzimy w domku. Jednak tym razem bez gości i pierwszy raz w czwórkę.

PODSUMOWAŃ CZAS

Zawsze gdy kończy się jakiś etap, aż się prosi o wspomnienia, podsumowania, wnioski, refleksję. Kończy się 2016 rok. Jak mi minął? Szybko.. Za szybko. Dla mnie to były chyba najbardziej intensywne 12 miesięcy w życiu. To był aktywny rok zmian, rozwoju, inwestycji, nowych doświadczeń i trudnych decyzji.

Narodziny Ani. Jej chrzest. Śmierć Beti. Adopcja Arii. Posłanie Mai do przedszkola. Działo się sporo. Udało nam się też wykończyć parę spraw związanych z wykończeniem domu. Dzięki mojemu tacie i mężowi nasz dach został wykończony podbitką, a dzięki Kubie kominek w salonie ma porządną obudowę z klinkieru. Jest piękny i nareszcie nie widać popękanej od ciepła farby. Największą inwestycją było położenie wjazdu z kostki brukowej do garażu. Nareszcie przy zwykłym deszczu możemy normalnie wjechać na posesję i nie toniemy w błocie jak na rajdzie. Trzy lata czekaliśmy na te 3 zmiany.  W tym roku nam się udało. Udało się oczywiście kosztem czegoś. Na przykład tego, że oprócz 4 dni na Mazurach wiosną, nie byliśmy nigdzie więcej.

ZDROWIE

Pod względem zdrowotnym mogło być lepiej. Mieliśmy trochę strachu o asymetrię twarzy Ani, niedomykającą się powiekę i ropiejące oczka. Na szczęście trzymanie ręki na pulsie i wizyty u specjalistów, wykluczyły nieprawidłowości i uspokoiły nas. Niestety Ania mimo karmienia piersią przez 7 miesięcy, sporo nam chorowała. Mam wrażenie, że Ania częściej była przeziębiona niż zdrowa. Ten rok i dla Mai był najgorszy z jej wszystkich trzech. Potworny wirus zafundował jej kilkudniowy pobyt w szpitalu. I od tego czasu zdecydowanie zaobserwowaliśmy spadek odporności jej organizmu. Tak jak przez 2 pierwsze lata nie łapała nic, tak teraz łapie wszystko. Przedszkole tez zrobiło swoje. Od września co chwilkę przynosi jakieś przeziębienia, a na koniec roku jeszcze na dokładkę przyszła ospa.

Ja również wzięłam się za swoje problemy zdrowotne, o których tu wcześniej nie pisałam. Silne odbierające zdolność oddychania bóle międzyżebrowe (początkowo brane za ból trzustki), uciążliwe problemy z opuchniętymi i odmawiającymi posłuszeństwa kolanami, rwą kulszową i kręgosłupem zmotywowały mnie by odwiedzić lekarzy, zrobić badania i odnaleźć przyczynę. I teraz jedno jest pewne. Może w naszym związku to mój mąż jest ode mnie o 10 lat starszy, ale to właśnie mi zdecydowanie bliżej jest do starości niż jemu. Diagnozy nie są fajne. Pewnie niejedna 60 latka ma zdrowsze i sprawniejsze kolana i kręgosłup niż ja. A patrząc na to, że tak naprawdę niewiele mogę w tym temacie zrobić, znajdę się pod nożem szybciej niż moja mama, która swoją pierwsza operację miała po czterdziestce.

SATYSFAKCJA

Ale złego diabli nie biorą prawda? Więc nie siedzę i nie stękam nad swymi babcinymi dolegliwościami tylko działam, rozwijam się, a przynajmniej próbuję. Nie stoję w miejscu, nie nudzę się. Po narodzinach Ani jeszcze bardziej pokochałam aparat i udało mi się stworzyć dla niej mnóstwo pamiątkowych zdjęć z pierwszych miesięcy jej życia (niedługo będzie post!). Przeprosiłam się z maszyną do szycia i dzięki temu zatraciłam się zupełnie w nocnym szyciu wianków, które przed świętami wędrowały w najróżniejsze zakątki Polski. Pisanie też poszło w dobrym kierunku i dzięki współpracy z portalem Zapłodnieni mogłam spróbować swoich sił w redagowaniu tekstów już nie tylko na bloga, oraz wspomóc ogólnopolską akcję promowania świadomej walki z niepłodnością. Pogodziłam to wszystko z obowiązkami żony i mamy, nie zapominając przy tym o równie istotnej przyjaźni. Nie wyobrażam sobie by cokolwiek, kiedykolwiek byłoby w stanie wyprzeć z mojego życia moje przyjaciółki. Kontakt z nimi jest dla mnie niezbędny, ale wymaga takiego samego zaangażowania, jak dbanie o dom czy zdrowie. Czuję, że mi się udało i jakkolwiek nieskromnie to zabrzmi, jestem z siebie dumna bo nauczyłam się, że warto robić to, co sprawia mi satysfakcję. Warto próbować, starać się dla innych, ale i uczyć się walczyć o siebie i spełniać swoje marzenia. Choćby takie jak mój mały autorski tatuaż, który w tym roku wreszcie odważyłam się zrobić.

PRZEDE WSZYSTKIM MAMA

Jednak rok 2016 to przede wszystkim kwintesencja słowa macierzyństwo. Od pierwszych chwil opieka nad noworodkiem i dwulatką dostarczyły mi mnóstwa najróżniejszych wrażeń. Doświadczyłam tak skrajnych emocji jak nigdy wcześniej w swoim życiu. Od totalnego wyczerpania, dezorientacji, strachu i bezradności bo nieopisaną radość, dumę i najszczerszą postać szczęścia. Dni, w których nie ogarniałam NIC i jedyne co czułam to zmęczenie, totalny chaos, przytłoczenie i dezorientację – przeplatały się z dniami, w których byłam Supermamą. Mamą, której w żyłach płynie moc miłości tak silna, że zdolna jest wszystko przetrwać, pogodzić i zorganizować. Dwoiłam się i troiłam by zaspokoić wszystkie potrzeby obu córeczek. By dobrze się rozwijały, były szczęśliwe, zdrowe i czuły się kochane. By w domu było, czysto, przytulnie i smacznie. Mam nadzieję, że dałam radę. Starałam się. Cudownie też było po raz drugi śledzić jak maleńki bezbronny noworodek, na moich oczach zamienia się w charakterne, ciekawskie, raczkujące niemowlę. I niesamowite było doświadczać tego jak wciąż wymagająca pomocy (prawie we wszystkim) dwulatka – stała się wygadaną, samodzielną i rezolutką trzylatką, kochaną siostrą i dzielnym przedszkolakiem.

I to wszystko w ciągu tego roku.

POSTANOWIENIA

Nigdy nie czynię poważnych postanowień, bo znam siebie. Po prostu szkoda czasu nawet próbować coś zmieniać bo i tak nic z tego nie wyjdzie. Mam świadomość, że przydałoby się popracować nad sylwetką, kondycją, i przestać obżerać się słodyczami. Ale nie oszukujmy się. 1 stycznia jakiegokolwiek roku nigdy nie sprawi, że stanę się Chodakowską. Nie przestanę słodzić kawy i jeść słodkiego – bo nie potrafię sobie tego odmówić, i nie zacznę katować się ćwiczeniami – bo nie znoszę sportu. O wiele bardziej wolę wieczór z książką w wannie, lub film z mężem i nic na to nie poradzę. Tak mi dobrze, i tak zostanie.

Jest jednak coś co chcę sobie obiecać. Chcę się jak najmniej martwić. To moja najgorsza wada, która już nie raz zepsuła mi humor na cały dzień. Martwię się na zapas, o nas, o innych, o odległą przyszłość, o sprawy na które nie mam wpływu.. Potem się smucę. Denerwuję. Niepotrzebnie. Wielokrotnie już się okazywało, że to bez sensu, bo nawet gdy dzieje się źle, w końcu i tak wszystko jakoś się układa.

Rok 2017 zaczniemy od przygotowań do roczku.  Pożegnam się też z urlopem macierzyńskim i mam zamiar wrócić do pracy. To będzie rok zmian. Prawdziwa rewolucja dla mnie jako mamy. Obaw mam mnóstwo, ale miałam się nie martwić więc napiszę tylko – będzie dobrze. Wierzę w to!

SYLWESTER 2016

A tymczasem w skrócie powiem Wam jak nam mija dzisiejszy dzień. Od rana zostawiliśmy Anię i ospę pod opieką mojej mamy, a my wraz z Mają postanowiliśmy spędzić fajnie dzień poza domem. Chcieliśmy zrekompensować jej (i mi również) ospowo-chorobowo-grudniowo-domową kwarantannę i pojechaliśmy do Poznania. Cieszyłam się jak dzieciak bo od dłuższego czasu marzyłam by pojeździć na łyżwach i dziś się udało! Gdy po tyyylu latach założyłam łyżwy, poczułam się tak szczęśliwa jakbym wygrała w lotto. Wystarczyło 10 minut na lodzie by nabrać pewniejszych ruchów i przypomnieć sobie wszystko czego nauczył mnie w dzieciństwie Dziadzia i Tata. Dawno się tak nie dotleniłam. Finalnie wyglądałam pewnie kiepsko: nos czerwony, katar kapał, włosy splątane. Ale jaka ja byłam szczęśliwa! O ludzie! Słonko świeciło, mrozik szczypał w policzki, w tle leciały stare muzyczne hity, a ja z gębą roześmianą śmigałam po lodzie jakbym miała skrzydła. Ta godzina na lodowisku bardzo zmęczyła mnie fizycznie, ale i oczyściła myśli. Naładowała mnie pozytywną energią od stóp aż po czubek głowy. Bardzo tego potrzebowałam.

lodowisko posnania

Potem była godzina w małpim gaju. Maja odreagowała prawie miesięczny pobyt w domu, bez spacerów i kontaktu z innymi dziećmi. Biegała jak nakręcona, aż biedna całkiem opadła z sił. Też była przeszczęśliwa. Następnie był obiad, zakupy i po 16 powrót do domu. Do naszej Anuli. Miło było za nią troszkę zatęsknić. Dobrze jest wracać do domu. Dobrze gdy jesteśmy wszyscy razem.

ŻYCZENIA

Kochani życzę Wam dziś świetnej zabawy, a jutro brak kaca 🙂 Obojętnie z kim i gdzie jesteście – bądźcie szczęśliwi. Niech Nowy Rok będzie dla Was pomyślny i zdrowy. Niech na świecie będzie pokój, na ludzkich twarzach więcej uśmiechu, a w szpitalach jak najmniej pacjentów. Realizujcie swoje plany, spełniajcie marzenia i nie traćcie ani chwilki! Róbcie to co sprawia Wam radość, nawet jeśli jest to nicnierobienie 🙂 Spełniajcie swoje marzenia bo szkoda czasu odkładać je na potem. Otaczajcie się ludźmi którzy w Was wierzą, kochają, wspierają, motywują i rozweselają. Przeżyjcie ten Nowy Rok tak, by niczego nie żałować i wspominać go z uśmiechem.  Żyje się tylko raz, a czas pędzi jak szalony, więc przytulajcie się, wybaczajcie, śmiejcie się, całujcie, czytajcie, spacerujcie, śpijcie jeśli tego potrzebujecie – róbcie to, co sprawi, że Wasz dzień będzie milszy i lepszy. Z całego serce życzę Wam byście mieli na to czas. Bo czas to chyba towar deficytowy.

Dziękuję Wam za kolejny rok Waszej obecności i aktywności tutaj. Dziękuję za każdy komentarz, mail, lajk, i dobre słowo. Dziękuję, że razem ze mną się wzruszacie, śmiejecie i poświęcacie swój czas by do mnie wpaść. Mam najlepszych czytelników na świecie. Dodajecie mi skrzydeł. Happy New Year Kochani!

23 Comments

  1. Szczęśliwego Nowego Roku ♡
    fajnie się czyta jak minął Wam rok -mi też minął za szybko .. ściskam mocno

  2. Szczęśliwego Nowego Roku!
    Piękny wpis. Mam podobne refleksje. Szkoda, że mieszkasz tak daleko, bo czuję że spotkanie na kawie byłoby bardzo miłe 🙂

  3. Szczęśliwego Nowego Roku!
    Bez wnikania w szczegóły, bo nie mam takiej wiedzy. Kiedyś przeczytałam, że wielu operacji „ortopedycznych” można uniknąć jeśli odpowiednio wcześnie podejmie się jakieś tam działania. Parę lat temu zostałam „zmuszona” do skorzystania z pomocy fizjoterapeuty i uważam, że była – jest to dla mnie najlepsza terapia. Z doświadczenia wiem, że jak coś boli to idzie się do lekarza po tabletkę, ale … to tylko maskowanie problemu, a skutki uboczne leków… brak słów. Lekarz próbował dać mi rybę, a fizjoterapeuta dał wędkę 😉 Oczywiście wymaga to trochę samodyscypliny, bo trzeba ćwiczyć (?), ale nie są to ćwiczenia uciążliwe, no i teraz tylko w sytuacjach podbramkowych coś tam robię 😉 Obiecałam sobie, że będę w miarę możliwości „rozpowiadać”, że można sobie w ten sposób pomóc, dlatego Ci o tym piszę. Ja korzystałam z pomocy dr Mateusza Romanowskiego ze Śremu, ale na pewno bliżej Ciebie też są dobrzy fizjoterapeuci.
    Pozdrawiam

  4. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku dla całego Adamkowa! ??
    U Was początek roku był niezapomniany, u mnie końcówka, bo 10 grudnia urodził się mój drugi syn. Tym większe szczęście, że choć nieplanowany, to w ciążę zaszlam naturalnie (co w moim przypadku nie jest takie oczywiste).
    Cieszę się, że jesteś tu kolejny rok, że dzięki Tobie nie raz mam łzy w oczach ze wzruszenia, że motywujesz mnie do działania (wciąż nie wiem jak Ty to wszystko ogarniasz! ), że jesteś taka zwyczajna choć wyjątkowa. Mocno trzymam kciuki za Ciebie i życzę Ci jak najlepiej. Pozdrawiam i zdrówka dla Was wszystkich!
    Ps. A mnie się marzy bal sylwestrowy za rok. To już 3 Sylwester w domu, chciałabym założyć sukienkę i szpilki, wystroic się i przetańczyć z mężem całą noc ? takie mam postanowienie noworoczne ?

    • Bardzo Ci dziękuję za przemiłe słowa 🙂 dla takich komentarzy warto się starać 🙂 Z tym balem to masz trochę racji… może i też bym sobie potańczyła.. ale ja musze mieć na to naturalną ochotę i wenę a nie iść na bal bo jest 31.12. Nie potrafię zaplanować potrzeby wytanczenia się 😉 czesto mam tak chce mi się iść wytańczyć w środku tygodnia, jak dzień jest dobry, humor dopisuje itd 🙂
      pozdrawiam Cię kochana serdecznie :*

  5. Jeśli nie lubisz aktywności fizycznej to już masz przyczynę problemów z kręgosłupem 🙁 albo polubisz sport albo będzie tylko gorzej. Wiem co mówi bo jestem po operacji przepukliny w odcinku ledzwiowym i tylko aktywność fizyczna utrzymuje mnie w formie i nie czuje bólu. Przestaje regularnie trenować na miesiąc czy dwa i ból wraca…tydzień ćwiczeń i znów ok

    • Hej Koko, bardzo wspolczuje problemów z kregosłupem. „Jeśli nie lubisz aktywności fizycznej to już masz przyczynę problemów z kręgosłupem” tu się niestety mylisz. Przyczyna moich problemów z kręgosłupem i kolanami jest genetyczna. Nielubienie aktywnosci fizycznej niewiele ma wspolnego z wrodzonymi wadami budowy trzonu dysku lub zwyrodnieniem stawu kolanowego, odwapnieniem kosci, zanikaniem chrzastki stawowej. Znam mnóstwo osób które nie uprawiają systematycznie sportów, a ich stawy są zdrowe, a nie wyniszczone jak u 70 letniej babci lub osoby otyłej. Tak naprawde moge tylko plywac i jezdzic na rowerze a pozostale sporty w jakikolwiek sposob obciazajace kolana sa zakazane. Serdecznie pozdrawiam

      • Aga co do zaniku chrząstki stawowej to witaj w klubie tez to mam lekarze i fizjoterapeuci rozkładają ręce łykać glukozamine lub galarety wieprzowe. Ze sportu pozwalają plywanie i pilates. Mnie np. zabronili roweru za bardzo obciąża stawy. Współczuję problemów zdrowotnych

      • Ja nie lubię aktywności fizycznej -po prostu nie lubię ćwiczyć (nigdy nie lubiłam ) a problemów z kręgosłupem czy kolanami nie mam żadnych .Nawet w żadnej z trzech ciaż mimo iż w każdej przytyłam +20kg nic mi nie dokuczalo. Także nie brak aktywności fizycznej sprawił że Aga ma takie problemy bo gdyby tak było co druga osoba by je miała (nie każdy lubi/ma czas ćwiczyć )

    • Koko a skad takie wnioski? Jestes lekarzem? Skąd wiesz co Adze jest? Przeciez ani słowa we wpisie nie napisala jaka jest przyczyna i diagnoza jej dolegliwości, ale Ty juz wiesz ze to na pewno przez brak sympatii do sportu. Nie mozna na swoim przykladzie oceniać wszystkich

  6. Agnieszko wszystkiego dobrego w Nowym Roku dla Ciebie i Twojej rodziny. Dużo szczęścia i zdrówka, mniej zmartwień i chorób. Uwielbiam Twojego bloga więc życzę Ci żebyś nie straciła weny i dalej pisała. A sobie chciałabym życzyć Twojej cierpliwości i łagodności wobec dzieci ( i może męża?). Powiedz czy Ty w ogóle umiesz się na nich złościć? Pozdrawiam noworocznie ?

  7. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, dużo miłości i zdrówka 🙂
    Nam urodziła się druga córcia, ma już 2 tyg no i 2,4 latka w domku także będzie też wesoło jak mąż wróci do pracy 🙂

  8. Agusia bezgranicznej wiary, miłości i nadziei…a resztę zdobędziesz sama 🙂 Ściskam i całuję Was mocno!

  9. Ta godzina na lodowisku bardzo zmęczyła mnie fizycznie, ale i oczyściła myśli. Naładowała mnie pozytywną energią od stóp aż po czubek głowy. – Tak wlasnie dziala sport, obojetnie jaki, nawet po spacerze czlowiek sie lepiej czuje. To sa endorfinki, ktore sie nam wydzielaja, najlepsze lekarstwo. Nie rezygnuj ze sportu, bo nie lubisz, skoro sama widzisz efekt . Nawet jezeli to musi byc rower i plywanie w twoim przypadku. Ruszaj sie ile sie da. Za kazdym razem bedziesz zadowolana psychicznie, pomimo zmeczenia fizycznego. Pozdrawiam

    • zgadzam się, masz rację oczywiście. Niestety na basen trzeba dojezdzac bo na wsi nie mamy, a na rower raczej nie ma obecnie fajnej pogody – i tak widzisz zawsze sobie jakas wymowkę znajdę ) pozdrawiam Aniu ciepło

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *